Dwa tygodnie temu odebrałem na poczcie przesyłkę. W środku – książka – drugie wydanie Bajtów Polskich autorstwa Bartłomieja Kluski i Mariusza Rozwadowskiego. Publikacja niezbyt obszerna (250 stron) co trochę mnie zaskoczyło, zważywszy niewielki format i dużą czcionkę. Na szczęście treść okazała się zdecydowanie bardziej masywna. No i czyta się lekko; całość zajęła mi nieco ponad 3 godziny. Uprzedzam, że recenzji nie będzie – tych znajdziecie w sieci przynajmniej kilkanaście, ale jest kilka rzeczy na które chciałby zwrócić uwagę z perspektywy czytelnika żywo zainteresowanego historią światowej, a w szczególności europejskiej branży elektronicznej rozrywki.

 

Wpis gościnny z bloga MyHeadIsRetro – magia pikseli i starych maszyn, prowadzonego przez Ziemowita Poniewierskiego.


 

Bajty Polskie - okładka


Siadając do lektury miałem kilka konkretnych pytań, nagromadzonych na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Zawsze mnie intrygowało, jak wyglądała polska scena konsolowa w czasach przed popularyzacją Sony Playstation i czy mieliśmy jakieś własne, choćby niszowe konstrukcje. Po drugie – początki branży – pierwsze gry, studia, inspiracje, zwłaszcza w latach 80. Po trzecie – skąd fenomen Atari – jednego z droższych sprzętów 8bit w każdym cywilizowanym kraju? No i Pegasus, którego nigdy nie doceniłem (żyłem już Amigą i PC, kiedy klon Nintendo zawitał do Polski). W tym ostatnim przypadku zresztą dowolna informacja była dla mnie cenna. Czy zaspokoiłem ciekawość? W dużej mierze tak. Książka okazała się porządną archeologiczną robotą.

Najbardziej zadowolony jestem z rozdziału poświęconemu przedsięwzięciom Lucjana Wencla, czyli LDW, PZ Karen, Działowi Oprogramowania Eksportowego, wreszcie California Dreams. Wencel jakimś magicznym sposobem doprowadził już w ’85 do dystrybuowania przez Pewex produktów Atari. Dotyczyło to również peryferiów do tej maszyny pochodzących z prowadzonej przez niego kalifornijskiej spółki Logical Design Works (LDW), znanej u nas głównie z mrocznie wyglądających (i nieco zawodnych) stacji dyskietek do XL/XE. Jak się okazuje, wszystkie prowadzone przez Wencla firmy działały w całkiem nieźle przemyślanej synergii i trudno sobie wyobrazić jak mogłaby wyglądać informatyzacja Polski, gdyby nie przedsiębiorczość polonusa.


Street Rod, ekran tytułowy, Amiga


Spore wrażenie zrobiły na mnie materiały na temat studia California Dreams, moim zdaniem największego wydarzenia na polskiej scenie deweloperskiej włączając czasy obecne. Już początki działalności datowane na rok ’83 i profesjonalizm (kontakty, sprzęt, dostęp do know-how) pokazują, że można było w naszym kraju robić zaawansowany soft (port Phantasie na C-64 to naprawdę kawał solidnej roboty) na poziomie światowym. Jedynym ograniczeniem był dostęp do pieniędzy. Nie przypadkowo właśnie w tym studiu powstał Blockout – zdecydowanie największy oryginalny polski hit wszechczasów, a później fenomenalny Street Rod. Tak przy okazji, to bardzo ciekawe, że przy całej naszej narodowej skłonności do chwalenia się sukcesami deweloperskimi, tak rzadko przytacza się casus Street Roda (’89). Dystrybuowany swego czasu przez EA był pierwszym symulatorem nielegalnych wyścigów, a przy okazji perfekcyjnie wykonaną i oryginalną grą. Mówcie co chcecie (to tylko moje przypuszczenia), ale EA miało dzięki Polakom doskonały materiał wyjściowy, aby dziesięć lat później zaskoczyć świat Need for Speed Underground.

Temat Atari wraca w dalszej części książki. Aż dwa rozdziały poświęcono rozwojowi oryginalnych polskich produkcji w latach ’89-’93. Byliśmy wtedy (obok Czechosłowacji) ostatnim bastionem atarynki i naprawdę dużo dobrego się działo w temacie reanimacji skądinąd martwej platformy (nie zapominając oczywiście o oficjalnych staraniach Atari w ’87 i ich Atari XE GS, ale to zupełnie inna historia). Sam miałem małe Atari więc wszystko co znalazłem w publikacji przeżyłem osobiście, chociaż i tak dobrze było uporządkować wiedzę. Mogę dodać tylko od siebie – jak zostało opisane, tak faktycznie to wyglądało. Widać, że autorzy temat znają doskonale i to z pierwszej ręki.


Blockout


Nie zawiodłem się również informacjami na temat produkcji polskich konsol, a właściwie klonów Ponga. Od GTV-881 Unimoru przez Elwro TVG-10, aż po reanimację wrocławskiej konsoli przez Ameprod. Maszynki były bardzo udane. Wiem z doświadczenia, bo mam Ameproda i chwalę za mnogość opcji i świetne kontrolery. Wyraźnie widać, że gry musiały robić na polskich inżynierach spore wrażenie, skoro nawet w trudnych czasach władzy ludowej dało się produkować, zbyteczne z punktu widzenia robotnika oraz chłopa, urządzenia rozrywkowe dla zblazowanych bikiniarzy. Jestem pewien, że dotarcie do wewnętrznych materiałów w większości nieistniejących już firm oraz do inżynierów, którzy mają pewnie pod 60+ lat nie było łatwe. Bardzo porządny research, trzeba to przyznać.

Takich informacji jest wiele. Chociażby rozdział na temat popularyzacji klonów Atari 2600 na początku lat 90 oraz Pegasusa w ’93. Analiza materiałów archiwalnych (głównie prasy) rozwiewa moje wątpliwości co do wpływu obu maszyn na konsolonizację polskich graczy i budowanie zrębów alternatywy dla mikrokomputerów. Podjąłem to zagadnienie jakiś czas temu we innym wpisie, gdzie właściwie podzieliłem się swoimi wątpliwościami i zadałem więcej pytań niż udzieliłem odpowiedzi. Teraz, po lekturze Bajtów Polskich, moja wiedza zdecydowanie się pogłębiła i uporządkowała. Już z tego powodu traktuję publikację Kluski i Rozwadowskiego jako ważny głos w temacie rozwoju polskiej sceny grającej.

Pod względem merytoryki oceniam Bajty Polskie wysoko. Zapewne nie mylę się twierdząc, że autorzy posiadają bardzo solidne podstawy badawcze. Za wszystkim stoi research materiałów archiwalnych, oparcie o konkretne publikacje, o ludzi z epoki. Rzadko pojawiają się też nuty sentymentu. Doceniam to, bo sentyment jest w retro zbyt tanią monetą. Sam stoję na stanowisku – niech nostalgia dodaje nam motywacji do działania, ale niech nie zaburza obrazu. Zbyt często spotykam się z gloryfikowaniem (nieuzasadnionym) starych tytułów, bez realnej analizy jak ta sama gra była odbierana w swoim czasie. To łatwa droga, ale również droga donikąd.


Elwro, Wrocławskie Zakłady Elektroniczne


Łyżka dziegciu – treści poświęcone analizie początków popularyzacji komputerów przypominają niestety rozdziały teoretyczne z pracy magisterskiej. Nadmierna ilość cytatów z czasopism, przytaczanie polemik, do których trudno dzisiaj złapać kontekst (także i mi, chociaż żyłem tymi rzeczami w latach 80) – to po prostu męczy. Nie wiem czemu akurat rozdział drugi jest napisany w taki sposób. Cała reszta książki to czysta narracja w oparciu o tak samo pozyskane dane. Różni je to, że jedno pozostawia chaos w głowie a drugie konsekwentnie buduje spójny obraz rozwoju polskiej informatyzacji.

Kolejny zarzut to notoryczne zapominanie o datach. Ja ich potrzebuję, zawsze i wszędzie. Nie mogę inaczej osadzić zdarzeń w szerszym kontekście rozwoju sceny gier w Europie i na świecie. Czasami daty są, czasami czytam o zdarzeniach, które dzieją się gdzieś, kiedyś, w okolicy czegoś innego. To za duże uproszczenie w przypadku pozycji aspirującej do bycia analizą historyczną nie tak znowu starego zjawiska.

Nie mogę też oprzeć się wrażeniu, że polski zryw twórców gier na małe Atari traktowany jest ze zbyt dużą rewerencją. Poza Robbo, Lasermanią i może jednym czy dwoma innymi tytułami, nasze produkcje przeważnie nie wnosiły nic nowego. Były wręcz paskudne i wtórne (Duch). Wbrew tezie, że nadrabialiśmy braki softwarowe we wszystkich gatunkach, nie stworzyliśmy ani porządnego symulatora mogącego rywalizować z Tomahawk lub F-15, ani spektakularnej strategii (Władca to gra fajna, ale daleko jej do Defender of The Crown na C-64). Nawet labiryntówki – specjalizacja polskiej sceny – nie urywały. Miecze Valdgira to nie Draconus, który sam w sobie był niczym więcej jak budżetową produkcją mało ważnego angielskiego studia. Nie ma co ukrywać, że robiliśmy gry proste i w większości amatorskie. Skąd wzięło się między nimi tak skończone dzieł jak Robbo, nie wiem. To jakiś fenomen. Jeśli miałbym już wskazać na polski, rdzennie atarowski wpływ na międzynarodową kulturę byłby to Automat Perkusyjny i Chaos Music Composer od LK Avalon. Scenowcy, poprawcie mnie, ale od momentu wydania obu programów ilość znakomitej muzy na małe Atari „made in Poland” wzrosła niepomiernie.


Robbo


Aha, wyjaśnijmy to sobie, żeby nie było niedomówień – to że nie zachwycam się polskimi grami na Atari (poza wiadomym Robbo), nie oznacza, że nie doceniam tego momentu w historii polskiej deweloperki. Bardzo doceniam, z tym że nie przeceniam jak to się już u nas przyjęło. Amerykanie i Japończycy też mają jakieś tam uznanie dla sceny europejskiej, ale z ich punktu widzenia angielskie i francuskie produkcje to przedszkole w porównaniu do tego co działo się na konsolach i automatach w ich krajach. Dla mnie scena polska po ’89 była tym dla Anglii czym Anglia dla Ameryki – interesującą piaskownicą z której od czasu do czasu wyrosnąć mogły perły pokroju Rare. Z tym że nigdy nie doczekaliśmy się ani Rare, ani nawet Codemasters. Wszystko działo się za późno, stały za tym za małe pieniądze, świat był już za daleko, żeby nadgonić. Dopiero dzisiaj widać pierwsze efekty uzupełniania zaległości cywilizacyjnych. „No nareszcie!”, chciałoby się rzec.

Wracając do książki, bo się trochę rozgadałem – pomimo kilku (drobnych) słabości, Bajty Polskie to najlepsze źródło informacji o rozwoju polskiego grania. Nie mam wątpliwości, że dane zostały zebrane rzetelnie i podane w przystępny sposób. Autorzy szanują czytelnika, nie epatują nadmiarem informacji (proponuję dla porównania lekturę Phoenix: The Fall & Rise of Videogames – co zdanie to 10 faktów), snują gawędę w sposób który zostawia ślad w pamięci i pozwala na dalsze poszukiwanie konkretów. Jeśli szukasz bazy do własnego researchu – zacznij tutaj. Nikt tego w Polsce lepiej nie zrobił.

 

  • gpk

    bardzo ładnie. a jakie są różnice między pierwszą wersją, a tą „2.0″? Warto kupić? dzięki

  • Ramos

    Jest to na nowo zredagowana książka, poszerzona o nowe wiadomości, poprawiono w niej drobne błędy. Znacznie się różni od pierwszej wersji, nie tylko nową okładką. Więcej można poczytać: http://tnij.org/s9ihkx2