Obiegowa opinia głosi, że Marek Jutkiewicz i Dariusz Wojdyga stworzyli, za sprawą Pegasusa, podwaliny polskiej kultury grania na konsolach. Nie zgadzam się z tym poglądem w pełnej rozciągłości. Z moich obserwacji wynika, że przed upowszechnieniem Sony PS, konsolizacja polskiej braci grającej miała charakter lokalny, przypadkowy i zawężony do wielkich aglomeracji. Co więcej, z perspektywy biznesowej, dopiero Xbox 360 i PS3 ograniczyły wszechobecne piractwo i pozwoliły zaistnieć konsolowym tytułom w powszechnej sprzedaży detalicznej. Bardziej zresztą ze względu na funkcje sieciowe, niż nagłą zmianę moralności konsumentów.

Wpis gościnny z bloga MyHeadIsRetro – magia pikseli i starych maszyn, prowadzonego przez Ziemowita Poniewierskiego.


1


Serio? – spyta ktoś – czy jestem na tyle ślepy, żeby ignorować ogólnopolski fenomen Pegasusa? Przecież mieliśmy na początku lat ’90 totalny szał na tą platformę. A może już zapomniałem? Nie. Nie zapomniałem. Co więcej śmiem twierdzić, że była to sytuacja wyjątkowa i mało istotna z punktu widzenia ówczesnej, dość silnie ukształtowanej już polskiej subkultury growej. Pegasus istniał niezależnie od głównego nurtu. Na klonie NESa grały dzieciaki, dla których był to najczęściej pierwszy kontakt ze światem gier. Gracze z dużym stażem nie zauważali tej platformy. Lekceważyli ją wręcz. Żyli etosem lat 80, gdzie mikrokomputer był stylem i sensem życia, a gry ważnym, ale nie jedynym jego elementem.

Podstawowym źródłem softu na komputery domowe były zastawione drogim sprzętem giełdy – swoiste świątynie polskiej kultury informatycznej. Kartridże do Pegasusa kupowało się na bazarach, mając za plecami stragany z chemią gospodarczą i stoliki do gry w 3 kubki. Dwa różne światy. Kto nie wierzy niech sprawdzi prasę branżową z tamtego okresu. Ile miejsca poświęcano grom na Pegasusa na łamach najważniejszych miesięczników? Stronę? Dwie? Prawidłowa odpowiedź brzmi – zero. Zdarzały się wyjątkowe sytuacje, jak zawsze, ale mówię o globalnym trendzie.

Oczywiście sytuacja była bardziej złożona i warta szerszej analizy. Popełniłbym nadużycie twierdząc, że Pegasus nic w Polsce nie zmienił. Na pewno ukształtował inną grupę graczy, żyjącą do pewnego czasu zupełnie niezależnie. Pozbawioną opiniotwórczych magazynów, wieści ze świata, kulturowego kręgosłupa. Pierwsze pisma konsolowe pojawiły się pod koniec lat 90 i były silnie związane ze sceną Sony PS. Nintendo w powszechnej świadomości nie istniało. Do dzisiaj jest najmniej obecną firmą na polskim rynku.

Piszę o tym wszystkim z dość ważnego dla mnie powodu. Próbuję znaleźć materiały, wspomnienia, jakiekolwiek sensowne informacje dotyczące grania na konsolach w Polsce przed nadejściem Pegasusa. Wiem skądinąd, że takie zjawisko miało miejsce, chociaż na skalę nieporównywalnie mniejszą niż, powiedzmy, w Niemczech. Będę wdzięczny za wskazówki, osobiste relacje, cokolwiek co ruszy temat z miejsca. Każdy z nas ma własne doświadczenia i własne obserwacje i może wspólnie uda się zapełnić tą białą kartę polskiej historii gier.